Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

Niedzielna Ewangelia z komentrzem

III Niedziela Wielkiego Postu Ewangelia według św. Jana, 2, 13-25

Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus przybył do Jerozolimy. W świątyni zastał siedzących za stołami bankierów oraz tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie. Wówczas, sporządziwszy sobie bicz ze sznurów, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: »Zabierzcie to stąd i z domu mego Ojca nie róbcie targowiska!« Uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano: »Gorliwość o dom Twój pochłonie Mnie«. W odpowiedzi zaś na to Żydzi rzekli do Niego: »Jakim znakiem wykażesz się wobec nas, skoro takie rzeczy czynisz?« Jezus dał im taką odpowiedź: »Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzy dni wzniosę ją na nowo«. Powiedzieli do Niego Żydzi: »Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni?« On zaś mówił o świątyni swego ciała. Gdy zmartwychwstał, przypomnieli sobie uczniowie Jego, że to powiedział, i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus. Kiedy zaś przebywał w Jerozolimie w czasie Paschy, w dniu świątecznym, wielu uwierzyło w Jego imię, widząc znaki, które czynił. Jezus natomiast nie zawierzał im samego siebie, bo wszystkich znał i nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co jest w człowieku.

Gdy Jezus przybył na święto Paschy, zastał świątynię, w której ludziom najbardziej zależało na odbyciu korzystnych transakcji. Nie było w tych ludziach Boga, ich postępowanie wiązało się tylko z chęcią zysków, przyświecał im materializm. Jezus w swej gorliwości powyrzucał ich z Domu Bożego. Świątynia ma służyć bowiem tylko oddawaniu czci Bogu we wspólnocie. Handel w tym miejscu stał się zatem dla Żydów cielcem, jak na pustyni, gdy Mojżesz przyniósł tablicę z Dekalogiem. Nie było miejsca dla prawdziwego Boga, a oddawano cześć czemu innemu.

Zastanówmy się ile w naszym życiu jest miejsca dla Boga? Czy jest on zawsze na pierwszym miejscu? Czy spotykamy się z nim w Świątyni, czy może raczej naszą uwagę przykuwają mało istotne ludzkie rzeczy? Czy nie tworzymy sobie złotych cielców? Pamiętajmy także, że my sami jesteśmy świątynią Boga, przyjmujemy Go do naszego serca w sakramencie Eucharystii. Czy zatem nasze serce jest przepełnione Bogiem? Czy oddajemy mu należytą cześć? Czy nie wykorzystujemy naszych ciał, tak jak wykorzystali Świątynię Izraelici, którzy zapomnieli czemu on ma służyć? Niech każde nasze czyny świadczą o tym że Bóg jest w naszym życiu, w naszej świątyni najważniejszy. Przecież dlatego właśnie Dekalog rozpoczyna się od przykazania: "1. Nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną." Nasz Pan na tyle pragnie abyśmy wypuścili Go do swego serca, że jest gotów postąpić tak jak Jezus. Zniszczyć to co złe, wypędzić to co niegodziwe w nas samych.

Jak mówi ostatnie zdanie z tego fragmentu: Jezus wie co jest w człowieku. Wie co znajduje się w świątyni naszego serca. Tekst o oczyszczeniu świątyni jest we wszystkich czterech Ewangeliach. Mało jest takich miejsc które są wspólne dla wszystkich Ewangelii. Ewangelia Jana różni się od trzech pozostałych. Jan jest nazwany „teologiem”, On nie tylko opisuje wydarzenia jak pozostali Ewangeliści, Jan również interpretuje wydarzenia. Fragment o oczyszczeniu świątyni Ewangeliści Mateusz, Marek, Łukasz, umieszczają na końcu ziemskiej działalności Jezusa, zaraz przed męką. Jan umieszcza to wydarzenie na początku, zaraz po ukazaniu swej chwały w Kanie Galilejskiej. To jedno z pierwszych działań jakie podejmuje Jezus. Zanim rozpocznie publiczne nauczanie, oczyszcza świątynię. Nie da się żyć Słowem, jeśli się nie oczyści wpierw swojego serca. Jeśli Bóg nie będzie miał w sercu sanktuarium, jeśli nasze serca nie będą Jego świątynią, to tak naprawdę nie będziemy chrześcijanami, a jedynie bałwochwalcami.

II Niedziela Wielkiego Postu Ewangelia według św. Marka, 9, 2-10

Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam się przemienił wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe, tak jak żaden na ziemi folusznik wybielić nie zdoła. I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: »Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza«. Nie wiedział bowiem, co powiedzieć, tak byli przestraszeni. I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: »To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!« I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych. Zachowali to polecenie, rozprawiając tylko między sobą, co znaczy »powstać z martwych«.

Przemienienie na górze Tabor musiało być niezwykłym doświadczeniem dla otaczających Jezusa uczniów. Było tak niezwykłe, że Jan Paweł II w sposób szczególny wskazał nam je dodając je jako jedną z cząstek różańca w tajemnicach światła.

Droga na szczyt góry musiała, być wyczerpująca. Każdy cel w naszym życiu ku którego dążymy wymaga od nas poświęcenia, samozaparcia. Mimo wielu trudności których doświadczamy w naszym życiu, mimo wielu potknięć wciąż dążymy do jego osiągnięcia podobnie jak uczniowie Jezusa, którzy wciąż szli za nim. Niektórzy twierdzą, że nie samo osiągnięcie celu daje szczęście, a właśnie trud który się włożyło w jego osiągnięcie. Patrząc przez pryzmat Piotra, Jakuba i Jana, można odnieść podobne wrażenie. Podążali za Jezusem stosując się do jego nakazów, weszli na górę i nagroda jaką przyszło im oglądać wprawiła ich w osłupienie. Nie wiedzieli co mają powiedzieć, wystraszyli się wręcz tej Boskości. Patrzyli na Nauczyciela, Mojżesza i Eliasza ale znając do tej pory głównie ludzką naturę Syna Bożego nie wiedzieli jak mają się zachować. Mimo tego, że osiągnęli już cel, weszli na górę, zobaczyli Chrystusa przemienionego i obrali dalej drogę w wyznaczonym kierunku: nadal pragnęli służyć. Zdobyli szczyt, lecz nie chełpili się nim, a dalej byli uniżonymi sługami wobec innych, okazało się, że szczyt który osiągnęli to jedynie mały pagórek i przystań na drodze do świętości. Zastanówmy się teraz czy i my tak wytrwale dążymy do osiągnięcia zbawienia? Czy osiągając jeden sukces np. wyzbycie się złych nawyków, przyzwyczajeń „nie spoczywamy na laurach”? Droga do zbawienia jest drogą trudną, mamy jednak naszego Mistrza. Stosując się do jego zaleceń podążając jego ścieżką dotrzemy tam gdzie on nas prowadzi. Nie ma innej drogi do zbawienia jak tylko przez Jezusa. Tylko dzięki niemu możemy świadomie stawiać kolejne kroki i wejść do chwały zbawionych. Tylko dzięki człowieczeństwu Jezusa możemy dotknąć jego Boskości. Czegoś co jest dla nas tak dalece niezrozumiałe i tak wspaniałe, że wprawiło w osłupienie nawet jego uczniów.

Kolejną rzeczą wartą przemyślenia jest to, co sobie pomyśleli uczniowie kiedy Jezus kazał im iść ze sobą. Oni trzej, pozostali zostali. Jezus wskazał górę na którą musieli się wdrapać. Może sobie pomyśleli – nie mógł wziąć innych uczniów, mogliśmy w tym czasie odpocząć. Po co nam kazał iść. Po co mamy się wspinać na tę górę, mogliśmy zrobić w tym czasie co innego.  Tym czasem na górze Tabor zobaczyli przedsmak nieba. Jak zobaczyli Boskie Oblicze Jezusa, Mojżesza i Eliasza, to wtedy wręcz zakrzyknęli – Panie, dobrze że tu jesteśmy. Może i też tak czasem jest z naszym kroczeniem do nieba. Ociągamy się, bo nie wiemy co nas tam czeka. Góra Tabor pokazuje, że każdy kto zobaczy czego oczy nie widziały i usłyszy czego uszy nie słyszały zakrzyknie Panie dobrze że tu jestem, Panie warto było.  Oby w nas było pragnienie wejścia tam gdzie będziemy mieć przygotowany namiot życia wiecznego, gdzie będziemy mogli zakrzyknąć Panie dobrze że tu jesteśmy.

6 Niedziela Zwykła Ewangelia według św. Marek 1, 40-45

Pewnego dnia przyszedł do Jezusa trędowaty i upadłszy na kolana, prosił Go: «Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić». A Jezus, zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: «Chcę, bądź oczyszczony». Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony. Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: «Bacz, abyś nikomu nic nie mówił, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich». Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego.

Fragment Ewangelii rozpoczyna się bardzo ciekawymi słowami: „ pewnego dnia”. Co oznaczają te dwa słowa? Czym jest ten „pewien dzień”?

Jest to dzień przyjścia do Jezusa, zwrócenia się do niego o pomoc. Nawet jeśli do tej pory nie spotkaliśmy Go, odwlekaliśmy czas pokory, nawrócenia, robiliśmy to my sami. Jezus czekał, On zawsze na nas czeka. Nie zwlekajmy więc dłużej. Sprawmy by ten dzisiejszy dzień był tym który dla trędowatego – był „pewnym dniem”. Przyjdźmy niczym trędowaty-grzeszni, uznajmy wyższość Pana i pozwólmy mu działać, bo jak dowiadujemy się z fragmentu tej ewangelii on „Chce…”.

Życie dla wielu z nas jest bardzo trudnym czasem. Wiele problemów nas przygniata, mamy wrażenie, że z wieloma problemami nie jesteśmy w stanie sobie poradzić. Czujemy się osamotnieni. Często popadamy w depresję, i sami nieświadomie odcinamy się od tych, którzy pragną nas wspomagać. Nie bójmy się o tą pomoc prosić. Dla Boga nie ma nic niemożliwego. Czasem wystarczy powiedzieć: „Panie, Ty się tym zajmij”. Bóg daje nam wolną wolę, nie zmusza nas do niczego. Nie możemy więc ani od Niego, ani od bliźnich wymagać by, się czegoś domyślili. Musimy pomóc sami sobie i wykonać ten pierwszy ruch z prośbą o pomoc, niech pycha i naszego „ego” nie niszczy nas samych.

W tym fragmencie Ewangelii trędowaty jest synonimem grzesznika. Trędowaci żyli na uboczu, z dala od ludzi, wiedli smutne życie w osamotnieniu. Byli wyłączeni ze wspólnoty Narodu Wybranego. Musieli zostać odizolowani od innych ludzi. Tutaj mężczyzna przychodzi do Jezusa. Przychodzi chociaż zgodnie z obowiązującymi regułami nie powinien tego robić. Przychodzi, tak jak my przychodzimy w sakramencie pokuty. Ma dość życia w ciemności, w brudzie, z dala od innych. Chce cieszyć się życiem, odzyskać je. Nie wymaga jednak niczego od Jezusa. Prosi Go w pokorze i wierzy, ze Jezus jest w stanie to zrobić. Zastanówmy się dlaczego my często pozostajemy trędowaci, zamiast po każdym upadku iść prosić Jezusa o pomoc. Czy to właśnie ta pycha? Czy to wiara we własne możliwości, że sami sobie poradzimy, że jakoś to będzie?

Pamiętajmy, że Jezusa też spotkało osamotnienie, Jego najbliższy uczeń Święty Piotr zaparł się znajomości z Nim. Jezus będąc doświadczony ogromem cierpień miał przybite ręce do krzyża, te ręce symbolizują teraz jego otwartość dla nas. Te ręce nigdy już nie zamkną się gdy przyjedziemy po tą pomoc. Będąc jednak na krzyżu to nie On do nas zejdzie, zachęca jednak byśmy to my przyszli do niego.

5 Niedziela Zwykła Ewangelia według św. Marek 1, 29-39

Po wyjściu z synagogi Jezus przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On podszedł i podniósł ją, ująwszy za rękę, a opuściła ją gorączka. I usługiwała im. Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto zebrało się u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ Go znały. Nad ranem, kiedy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: »Wszyscy Cię szukają«. Lecz On rzekł do nich: »Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo po to wyszedłem«. I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy.

Co jest najważniejsze w misji Jezusa? Czego ludzie najbardziej szukają u Jezusa? Na te pytania są dwie różne odpowiedzi. Dla Jezusa najważniejsze jest głoszenie Ewangelii. Dla tłumów znaki, cuda, uzdrowienia. Jezus za priorytet uważa nauczanie, znaki które czyni są potwierdzeniem głoszonego słowa.

Co jest najważniejsze dla nas w Kościele? Czy dla Kościoła priorytetem jest głoszenie Słowa? Głoszenie Słowa i sprawowanie sakramentów – czyli stwarzania przestrzeni do spotkania z Bogiem. Ile Słowa zabieramy ze sobą z niedzielnej Eucharystii? Czy potrafimy słuchać, czy może tylko mówimy. Mówimy o problemach, o lęku, o naszych niepowodzeniach. To są ważne rzeczy. Chrystus ma na nie lekarstwo, trzeba tylko posłuchać Jego nauczania. Może w czasie najbliższej modlitwy zamilknij na chwilę i pozwól Jemu mówić. Słuchaj tego co On ma ci do powiedzenia. Pozwól się poprowadzić.

Słyszymy w tym fragmencie o modlitwie. Modlitwa była ważna dla Jezusa. On rozmawiał z Ojcem. A my? Może tylko celebrujemy nasze smutki i jedyną rzeczą jaką robimy na modlitwie jest narzekanie na swój los. Tymczasem najważniejszym elementem modlitwy jest uwielbienie. I to od niego powinno wszystko się w modlitwie zaczynać i na uwielbieniu kończyć.

Powiedz Chrystusowi o swoim problemie, tak jak powiedziano mu o teściowej Piotra, a potem pozwól mu działać. Powiedz i czekaj, a nie użalaj się w nieskończoność. I przygotowuj się na służenie, bo teściowa Piotra jak odzyskała zdrowie, od razu zaczęła usługiwać. Wdzięczność wyraża się w służbie – w służbie Bogu. Ile już od Boga dostałeś i ile za to jest w tobie służby Bogu?

Warto także zauważyć, że Ci którzy przyszli do domu Szymona i Andrzeja następnego dnia ,nie dostali już szansy na spotkanie z Jezusem. Chciał on iść dalej, uzdrawiać ludzi, nauczać. Chrystus wyciąga do każdego z nas rękę, lecz czuwajmy i módlmy się byśmy w odpowiednim momencie potrafili skorzystać z pomocy, którą on nam oferuje. Czasami być może czujemy się nie wysłuchani, uważamy, że Bóg nie chce nam pomóc. On zawsze słucha. Nie jest jednak kimś, kto spełnia życzenia jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki. On ma dla nas swój plan, chce nas czegoś nauczyć i jego pomoc wiąże się najczęściej nie tyle z uzdrowieniem naszego ciała, ale pragnie byśmy poprzez wszystko czego doświadczamy zbliżali się do niego. Przyjmujmy więc z pokorą to czego doświadczamy.

Abstrahując od tego co pisaliśmy wcześniej, spójrzmy teraz na tradycję naszego narodu. Na naszą Polską gościnność. Objawiała się ona zawsze z chęcią pomocy innym. Starajmy się zauważać Boga w każdym bliźnim, którego spotykamy na naszej drodze. Służmy innym, żyjmy dla innych. Kochajmy bliźniego swego jak siebie samego, nie szukajmy zwady, starajmy się w każdym zauważyć dobro. A jeśli upadniemy, wstańmy dzięki Miłosierdziu Bożemu i tak jak teściowa Szymona i Andrzeja bierzmy się do pracy. Bądźmy dobrzy dla innych, traktujmy ich tak jakbyśmy sami chcieli być traktowani. I pamiętajmy o naszym staropolskim „Gość w dom, Bóg w dom”.

4 Niedziela Zwykła Ewangelia według św. Marek 1, 21-28

W Kafarnaum Jezus w szabat wszedł do synagogi i nauczał. Zdumiewali się Jego nauką: uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie. Był właśnie w ich synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. Zaczął on wołać: »Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić. Wiem, kto jesteś: Święty Boga«. Lecz Jezus rozkazał mu surowo: »Milcz i wyjdź z niego!« Wtedy duch nieczysty zaczął nim miotać i z głośnym krzykiem wyszedł z niego. A wszyscy się zdumieli, tak że jeden drugiego pytał: »Co to jest? Nowa jakaś nauka z mocą. Nawet duchom nieczystym rozkazuje i są Mu posłuszne«. I wnet rozeszła się wieść o Nim wszędzie po całej okolicznej krainie galilejskiej.

W tym fragmencie Ewangelii słyszymy słowo „władza”. Co znaczy mieć władzę w znaczeniu Ewangelicznym? W opozycji do Jezusa który „ma władzę” stoją uczeni w Piśmie. Czy Oni nie mają władzy? Przecież to uczonych w Piśmie na co dzień słuchali Izraelici. Dlaczego władzę miał Chrystus, a nie oni? A może lepiej zapytać o jaki rodzaj władzy chodzi? Jaką władzę posiadał Chrystus? W 10 rozdziale Ewangelii Marka czytamy słowa Jezusa „Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich”. Chrystus sługa! W wielu miejscach Biblii Chrystus przyjmuje postać sługi, najpełniej pokazuje to w scenie umywania nóg, „Wy Mnie nazywacie "Nauczycielem" i "Panem" i dobrze mówicie, bo nim jestem.  Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Sługa nie jest większy od swego pana ani wysłannik od tego, który go posłał”. A więc władza to nie wielkość. Władza to umiejętność pociągnięcia za sobą ludzi! Za Chrystusem kroczyły tłumy! Nawet wtedy, gdy niósł krzyż szły za nim tłumy. Szły bo prowadził je w stronę Ojca. A więc władza to prowadzenie za sobą ludzi w dobrą stronę. Władza to służenie ludziom w drodze. Władza to wspólne kroczenie z innymi.

Czy dzisiejszy świat tak rozumie władzę?

Czy posiadanie władzy w dzisiejszym świecie to służba czy szukanie własnego interesu i zysku?

Czy ja potrafię posiadać władzę, a więc służyć innym i prowadzić innych w dobrą stronę? Prowadzić bliskich, rodzinę, przyjaciół do Boga. Bo jeśli tego nie czynię to nie mam żadnej władzy, jedynie mogę być terrorystą, który przemocą zastrasza innych.

Jezus dzięki temu że potrafił dzierżyć władzę, tzn. służyć innym i prowadzić ich do Ojca, mógł rozkazywać duchom nieczystym a one ze strachem uciekały przed nim! Bo szatan boi się władzy która służy innym, a współpracuje z władzą która jest przemocą.

Warto także, zwrócić uwagę na fakt, że ludzie nie od razu poznali Jezusa. Nie wiedzieli kim jest, ale dzięki władzy, którą posiada był dla nich kimś godnym zainteresowania. Szatan poznał Jezusa od razu. Wynika więc z tego, że upadłe anioły są mądrzejsze od ludzi. Strzeżmy się więc ich by nie pociągała nas władza, którą proponuje szatan, a pociągała ta, która jest służbą. Szatan ma odpowiedź na każdą cnotę Jezusa. Strzeżmy się więc, nie dajmy omamić propozycjom złego ducha i idźmy za Jezusem, a szczęście w życiu mierzmy miarą szczęścia, którym jesteśmy w stanie obdarować innych ludzi- służyć im i pomóc na drodze do Pana.

3 Niedziela Zwykła Ewangelia według św. Marek 1,14-20

Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!” Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich Jezus: „Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi”. A natychmiast, porzuciwszy sieci, poszli za Nim. Idąc nieco dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni, zostawiwszy ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi, poszli za Nim.

Słuchając słów dzisiejszej Ewangelii spróbujmy utożsamić się z osobą Jezusa. Wyobraźmy sobie, że Jan Chrzciciel jest naszym przyjacielem. Osobę prawą, wskazującą innym dobrą drogę, szanowaną, także za asertywność i umiejętność powiedzenia nie, gdy sytuacja tego wymaga. Nasz przyjaciel, właśnie ze względu na jedno „NIE” zostaje wtrącony do więzienia, a w późniejszym czasie stracony. Bo jak dalej informuje nas Ewangelista Marek „Herod kazał pochwycić Jana i związanego trzymał w więzieniu, z powodu Herodiady, żony brata swego Filipa, którą wziął za żonę. Jan bowiem wypominał Herodowi: Nie wolno ci mieć żony twego brata”. Zastanówmy się przez chwilę, jakbyśmy się czuli? Jakbyśmy się zachowali w takiej chwili?

A teraz spójrzmy na zachowanie Jezusa. Mimo tak trudnych dla niego chwil, nie zbacza ze ścieżki, a wręcz przeciwnie: ze wzmożonym wysiłkiem kontynuuje wypełnianie Słów Boga Ojca. Jezus ukazuje nam właściwe działanie w momencie, gdy coś przykrego spotyka bliskie nam osoby, gdy coś smutnego dotyka nas samych. Swoją postawą mówi wprost: nie poddawaj się, walcz ze wzmożoną siłą i ufaj Bogu! Nie zstępujmy ze ścieżki, nie szukajmy winy we Wszechmogącym, oddajmy mu się i znajdźmy jeszcze więcej determinacji do kroczenia właściwą drogą. W chwilach trudnych, jeśli przychodzi zwątpienie oddajmy się Jezusowi, on nas podniesie. Módlmy się o siłę, cierpliwość, byśmy mimo wielu takich chwil zawsze potrafili się podnieść i kroczyć wprost do bram Królestwa niebieskiego. Postawę Jezusa, możemy wykorzystać także w życiu osobistym i zawodowym. Gdy przychodzą ciche dni w związku, gdy kłócimy się w rodzinie, gdy jesteśmy skonfliktowani z szefem, bądź gdy mamy inne problemy w pracy. Nie poddawajmy się! Stawmy im, czoła ze wzmożoną siłą i zawierzmy problemy Bogu. Bo jeśli On z nami, któż przeciwko nam?

2 Niedziela Zwykła Ewangelia według św. Jana, 1, 35-42

Jan stał wraz z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: „oto Baranek Boży”. Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem. Jezus zaś, odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: „Czego szukacie?” Oni powiedzieli do Niego: „Rabbi! – to znaczy: Nauczycielu – gdzie mieszkasz?” Odpowiedział im: „Chodźcie, a zobaczycie». Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej. Jednym z dwóch, którzy to usłyszeli od Jana i poszli za Nim, był Andrzej, brat Szymona Piotra. Ten spotkał najpierw swego brata i rzekł do niego: „znaleźliśmy Mesjasza” – to znaczy: Chrystusa. i przyprowadził go do Jezusa. A Jezus, wejrzawszy na niego, powiedział: „Ty jesteś Szymon, syn Jana; ty będziesz nazywał się Kefas” – to znaczy: Piotr.

Warto zwrócić uwagę na ruch jaki wykonują bohaterowie w tym fragmencie Ewangelii. Jan z dwoma swoimi uczniami stoją. Ale stając wpatrują się na to co dzieję się wokoło nich. Człowiek może przybrać postawę bierności. Stanąć i nie robić nic. Jan Chrzciciel stali i wpatrywali się na to co dzieję się wokoło nich. Dzięki temu nie przegapili swojej szansy. Ile innych osób stało i nie dostrzegło Jezusa? Wiele! W życiu duchowym nie wystarczy przyjąć tylko postawy stojącej, trzeba być czuwającym!

Kolejny ruch to słowa Jana. Jego świadectwo o Chrystusie. Gdyby nie Jan Chrzciciel uczniowie nie poznali by Jezusa. Świadectwo Jana pociągnęło do Jezusa innych. W życiu potrzebne jest dawanie świadectwa wiary. Po co? Żeby inni uwierzyli! Żeby inni mogli odkryć Chrystusa! Żeby doświadczyli w Nim Bożej mocy, tego że On jest Barankiem Bożym! A więc potrzeba świadectwa! Tu widzimy tą prawdę że „zbawienie jednych, zależy od drugich”.

Kolejna postawa to usłyszeć! Uczniowie usłyszeli! Człowiek może zostać głuchym na Boży głos. Człowiek może zostać głuchym na świadectwo. Ale z usłyszeniem wiąże się jeszcze jedna ważna rzecz: Andrzej będący jednym z dwóch pierwszych uczniów Jezusa, ukazuje nam czym jest zaufanie. Zaufał słowom Jana Chrzciciela i poszedł za Jezusem. Nazywali go nauczycielem jednak jak nie wiele trzeba było spędzić czasu z Jezusem by po spotkaniu Piotra oznajmić że Jezus jest Mesjaszem.

Tu widać kolejny istotny ruch ze strony uczniów, oni poszli! Najpierw stali, teraz ruszyli poszli. To była ich odpowiedź na usłyszane słowo. Jaka jest moja odpowiedź na Boże słowo. A może tylko słucham i stoję w miejscu? Może boję się zrobić krok, by przeżyć przygodę z Chrystusem.

Kolejnym ruchem jest gest Jezusa, który odwraca się i patrzy na nich i wchodzi z nimi w dialog. Czasem mamy pretensje że Bóg na nas nie patrzy, nie odwraca się w naszą stronę, nie wchodzi z nami w dialog. Ale On przechodzi przez nasze życie i to od nas zależy czy odważymy się podążać za Nim. W życiu trzeba ruszyć za Chrystusem, żeby On odwrócił się w naszą stronę, spojrzał na nas, wszedł z nami w dialog. Trzeba ruszyć w drogę z Nim.

Ale nie wystarczy za Chrystusem iść trzeba Go poznawać, zostać u  Niego, zobaczyć gdzie  mieszka. Pobyć z nim tak aby zatrzymał się czas.

A co potem? Trzeba tak jak Andrzej stać się jego apostołem, który powiększa liczbę uczniów. Sprowadza swojego brata, któremu Chrystus nadaje imię Piotr tzn. Skała. A więc dzięki działaniom Andrzeja, ufności, wierze, podjętym decyzjom, Apostołem zostaje człowiek który stanie później na czele Kościoła. Czy Chrystus nie mógł wybrać Piotra przyszłego Papieża, żeby to On przyprowadził innych? Nie, bo Bóg patrzy inaczej niż patrzy człowiek. Święta Katarzyna ze Sieny w XIV swoimi listami pouczała i napominała papieży. Czy Bóg nie mógł mądrości Katarzyny dać ówczesnym Głową Kościoła? Nie – bo drogi ludzkie nie są drogami Bożymi! Dziś również Bóg daje nam charyzmaty którymi mamy służyć Kościołowi. I może to właśnie tobie powierza zadanie trudniejsze niż Papieżowi Franciszkowi. Papieża Piotra do Chrystusa przyprowadził Andrzej!

Zastanówmy się ile naszych małych decyzji, miało duże konsekwencje w przyszłości. Czasem nie przywiązujemy uwagi do stawianych przed nami wyborów. Są chwilę, w których jesteśmy obojętni, pozostajemy bierni. Módlmy się, by zawsze dokonywać wyborów świadomie, by przynosiły one dobre owoce. Ufajmy Panu stawajmy się Jego uczniami, głośmy prawdę o Jezusie jak Andrzej, wtedy zdecydowanie łatwiej będzie odróżnić wybór dobry od złego, a skoro życie to sztuka ciągłych wyborów to nie zabraknie nam siły do życia.

Niedziela Chrztu Pańskiego Ewangelia według św. Marka, 1, 6b-11

Jan Chrzciciel tak głosił: »Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym.« W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie. W chwili gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na siebie. A z nieba odezwał się głos: »Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie.«

Niedawno co zakończył się Adwent, czas Jana Chrzciciela. I stajemy nad Jordanem gdzie spotykamy Jana. Jan Chrzciciela niewątpliwie jednego z największych proroków. W pokorze, uniżając się głosi przyjście Pana. Objawia, że Jezus napełni nas Duchem Świętym. Czy i my potrafimy w pokorze uznać swoją słabość wobec Boga? Czy nasza postawą życiową głosimy jego przyjście? Czy potrafimy uznać że potrzebujemy Ducha Świętego, który jest głównym sprawcą wszystkich naszych dobrych poruszeń. Ducha Świętego którym chrzci nas Chrystus.

Czy zaprzyjaźniłem się z trzecią Osobą Trójcy Świętej?

Czy pragnę działać w mocy Ducha Świętego?

A może zawsze chcę stawiać na własne siły?

W chwili gdy Jezus wychodził z wody, rozwarły się niebiosa, zstąpił na niego Duch Święty, a Ojciec dał o nim świadectwo „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie”. Święty Paweł w liście do Rzymian pisze „Wszyscy których prowadzi Duch Boży są synami Bożymi”, a więc jeśli daję się prowadzić Duchowi Świętemu to również jestem umiłowanym synem Boga, w którym On ma upodobanie.

Podczas ostatniego rozważania Ewangelii pisaliśmy o wspólnocie. Przypomnijmy sobie chwilę chrztu św. Podczas tych paru minut otwarły się dla nas drzwi Kościelne. Zostaliśmy wybawieni z grzechu pierworodnego. Spłynęła na nas łaska miłości i miłosierdzia Bożego. Wsłuchajmy się w słowa Boga: Ty jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie» i przypomnijmy sobie, że dzięki sakramentowi chrztu i my możemy nazywać się dziećmi Bożymi i Boga nazywać Ojcem.

Niedziela Świętej Rodziny Ewangelia według św. Łukasza, 2,22-40

Gdy potem upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Je do Jerozolimy, aby Je przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu. Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego. A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek prawy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy Rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił: „Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela”. A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu”. Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą. Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy. A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta – Nazaret. Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim. twego słowa!

Z Ewangelii płyną dla nas trzy przesłania.

Analizując jej początek możemy zauważyć, że Józef i Maryja przynoszą Jezusa by ofiarować Go w świątyni Bogu. Dlaczego Jezus został ofiarowany Bogu – wykupiony skoro sam był Bogiem? Otóż fragment ten pokazuje nam jak ważne jest przestrzeganie prawa Kościelnego, uczestniczenie w życiu Kościoła. Maryja i Józef choć mają świadomość, że akt ten będzie tylko swego rodzaju symbolem, posłusznie poddają się tradycji i czynią to na oczach wielu. Spełniają wymagania Prawa Starego Testamentu. Taka postawa uczy nas byśmy bez wzgląd na ataki na Kościół, byśmy bez względu na  brak obowiązku uczestniczenia w wielu chwilach życia parafialnego, starali się zawsze o Kościół dbać. Pisząc „Kościół” nie mamy na myśli kościoła murowanego.

Stwierdzając „Kościół” mówimy o wspólnocie.

I tu przechodzimy do kolejnego przesłania, które niesie za sobą ten fragment Ewangelii św. Łukasza. Tym razem spojrzyjmy na koniec: „Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim.”. Zastanówmy się gdzie Jezus rósł i nabierał mocy? Gdzie napełniał się mądrością, i gdzie łaska Boża spoczywała na nim? Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta: w domu. Czy znów mamy na myśli fundamenty, ściany, dach, meble?

Otóż nie, myślimy o rodzinie.

Kolejna myśl, która pojawia się po odczytaniu tego fragmentu Ewangelii to: Jak czuła się Maryja i jak czuł się Józef po usłyszeniu słów Symeona. Z jednej strony wielka radość, być może ulga, gdyż kolejny raz ktoś potwierdził słowa zwiastowania, że ich Syn to faktycznie dziecko Bożę, które przyszło na świat by go zbawić. A z drugiej strony dostają informację, że ich dziecko „przeznaczone jest na upadek”, a serce Maryi „miecz przeniknie”.

Przyjmują jednak te informacje z pokorą i wracają do siebie.

Spójrzmy teraz na te trzy przesłania: dobro i zło, rodzina, wspólnota. Co możemy z tego wywnioskować?

Każdy ma w życiu chwile dobre i chwile złe. Każdy przeżywa upadki, ale staramy się z nich podnosić. Chwile trudne mogą doświadczać nas, także by czegoś się nauczyć. Przyjmujmy więc za przykładem Józefa i Maryi z pokorą wszystkie niepowodzenia w naszym życiu. Święty Paweł napisał: „ Moc w słabości się doskonali” Dopóki walczymy jesteśmy zwycięzcami. Walczmy więc  i nie poddawajmy się maszerując przez życie, a gdy przyjdą chwile trudne, bierzmy je na swoje barki i brnijmy dalej, by smutek Maryi i krzyż Jezusa nie poszły na marne.

Nie poddawajmy się, wstawajmy, ufajmy Panu. Ufajmy temu kto płaczących pociesza. Ufajmy temu, który po każdym upadku podaje nam rękę byśmy wstali.

Pary pobierając się, zakładają rodzinę. To już na tym etapie uczymy się wzajemnego szacunku dla domu (męża, żony) i budowanie wspólnoty Kościoła. Nie wolno nam więc zapominać o obronie rodziny, o obronie wartości, które przybliżają nas do Boga. Fundamentów wiary, które spowodują, że nasze dzieci, czy następne pokolenia we wspólnocie, będą rosły nabierały mocy i napełniały się mądrością. To od nas zależy jak wychowamy następne pokolenia. Co im przekażemy. Czy będzie co przekazywać. Nie dajmy się więc manipulować temu co chce zniszczyć rodzinę. Temu, który uderza w najmniejszą komórkę wspólnoty. Gdy w samochodzie psuje się jedna część, nie oznacza to, że cały samochód jest do wymiany. Pomagajmy, więc sobie wzajemnie, żyjmy we wspólnocie Kościoła wspierając się, jesteśmy rodziną dzieci Bożych. To ze względu na nas i wspaniałe rzeczy które Bóg nam przygotował, część Aniołów zbuntowała się przeciwko niemu. Nie dajmy się, więc w nieustającej walce, dobra ze złem. Wspierajmy i szanujmy się by przetrwała rodzina, by przetrwał Kościół.

IV Niedziela Adwentu Ewangelia według św. Łukasza, 1,26-38

W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, <błogosławiona jesteś między niewiastami>. Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca. Na to Maryja rzekła do anioła: Jakże się to stanie, skoro nie znam męża? Anioł Jej odpowiedział: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego. Na to rzekła Maryja: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa! Wtedy odszedł od Niej anioł.

We fragmencie przeznaczonym na IV Niedzielę Adwentu, zmieniamy całkowicie scenerię i przenosimy się z nad rzeki Jordan, do Galilei, do miasta Nazaret. Stajemy w małej chatce, gdzie ma miejsce niezwykły dialog. Dialog tak ważny dla każdego z nas, ważny dla historii zbawienia! Nad Jordanem byliśmy świadkami wezwań do naprawy życia, do zwrócenia się w kierunku Boga. Te wezwania kierował Jan do przychodzących do niego ludzi. Dziś staje nam przed oczami całkowicie inny obraz, oto Maryja, wierna służebnica Pańska, jednoczy swoje życie z Bogiem w sposób maksymalny. Odważna odpowiedź – tak na Boże zaproszenie, na Boże wezwanie! Maryja nie uczy nas słowami, ona pokazuje co znaczy żyć w bliskości Boga w praktyce.

Zadziwiająca jest ta odpowiedź Maryi, która całą ufność składa w Bogu. Z ludzkiego punktu widzenia Jej sytuacja jest beznadziejna. Zanim zamieszkała z poślubionym sobie Józefem, zaszła w ciąże. W dzisiejszych czasach i w obecnej kulturze, może to nie jest nic nadzwyczajnego, ale w czasach Maryi, jeśli Józef oskarżyłby Ją o zdradę, to Maryja powinna zostać ukamienowana. Brak wierności był tak karany. A czy Józef nie miał by prawa myśleć że Jego małżonka oszukała Go. Że Go zdradziła. Czy Józef w takiej sytuacji nie powinien domagać się sprawiedliwości. Maryja mając pełną świadomość tego co jej grozi, z zaufaniem mówi Bogu „tak”.

Jak przyjmuję wolę Boga w moim życiu?

Czy potrafię zaufać Bogu?

Anioł mówi do Maryi, że dla Boga nie ma nic nie możliwego. Bóg może wszystko! Ale my w to „wszystko” często wątpimy. Dzisiaj od Maryi trzeba nam się uczyć postawy zaufania. Zaufania Bogu, szczególnie w chwilach, kiedy wszystko wydaje się beznadziejne. Zaufania, kiedy wydaje się nie możliwe. I te święta, które są już tuż, tuż udowadniają nam, że Bóg kocha robić rzeczy po które ludzku wydają się nie możliwe. Czy najpotężniejszy, największy, wszechmogący – może równocześnie stać się małym bezbronnym dzieckiem, kwilącym i owiniętym w pieluszki? Te Święta, które będziemy kolejny raz w życiu obchodzić, mówią nam, że tak.

A co dla mnie jest w obecnej chwili po ludzku nie możliwe?

III Niedziela Adwentu Ewangelia według św. Jana, 1,6-8.19-28

Pojawił się człowiek posłany przez Boga – Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz /posłanym/, aby zaświadczyć o światłości. Takie jest świadectwo Jana. Gdy Żydzi wysłali do niego z Jerozolimy kapłanów i lewitów z zapytaniem: Kto ty jesteś?, on wyznał, a nie zaprzeczył, oświadczając: Ja nie jestem Mesjaszem. Zapytali go: Cóż zatem? Czy jesteś Eliaszem? Odrzekł: Nie jestem. Czy ty jesteś prorokiem? Odparł: Nie! Powiedzieli mu więc: Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie? Odpowiedział: Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak powiedział prorok Izajasz. A wysłannicy byli spośród faryzeuszów. I zadawali mu pytania, mówiąc do niego: Czemu zatem chrzcisz, skoro nie jesteś ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem? Jan im tak odpowiedział: Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała. Działo się to w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu.

Po raz  kolejny w czasie Adwentu zatrzymujemy się nad Jordanem, gdzie Jan prowadził swoją działalność. Jan, który był znakiem zwiastującym Chrystusa, Jego obecność. Jan jest przepytywany o to kim jest? Na to pytanie udziela jednak perfekcyjnej odpowiedzi. Odpowiada, bo wie jaka jest jego misja, jakie jest jego zadanie. Jego misją jest świadczenie o światłości.

Pierwsze skojarzenie jakie budzi w nas osoba Jana to fakt, że jest odpowiednikiem duszpasterzy. Przygotowują oni ścieżkę Panu, zapowiadają jego przybycie, wypełniają rolę głoszenia słowa Bożego. Są uosobieniem słów Jana: „Jam głos wołającego na pustyni…” nawracając nas, pouczając pełniąc posługę Bogu i ludziom w społeczności parafialnej. Zastanówmy się jednak, w jaki sposób ten fragment ewangelii mówi o nas? Misją chrześcijan, także jest świadczenie o światłości. Niesienie ludziom zagubionym światła, podnoszenie gdy tego potrzebują, nawoływanie gdy zbaczają z drogi, niesienie radości, miłości i pokoju w chwilach smutku i zwątpienia.

Misja Jana jest podobna do zadania jakie mają Chrześcijanie. Mamy być tymi którzy świadczą o światłości.  Jak  wypełniam to zadanie?

Czy swoim życiem, swoim postępowaniem świadczę o światłości?

Czy patrząc na mnie widać miłość Chrystusa?

Hasłem roku duszpasterskiego 2016/2017 były słowa „Idźcie i głoście”. Zadajmy sobie pytanie czy nasze życie to głoszenie Ewangelii? Jak wykorzystaliśmy ten rok by inni poprzez nas dostrzegli Chrystusa? W imię hasła: „ Jeśli będziesz żył Ewangelią, będziesz zachwycał ludzi Bogiem” w każdej chwili starajmy się świadczyć o światłości.

Musimy zadać sobie pytanie które zostało zadane Janowi  - kim jesteś? Więc zadaj sobie to pytanie kim jestem? Co potrafię powiedzieć sam o sobie? Jakiego widzi mnie Bóg? Trzeba nam sobie stanąć w całej prawdzie o sobie. Chrystus mówi „szukajcie prawdy a prawda was wyzwoli” jaka jest prawda o mnie? O moim życiu? O moim postępowaniu? Jan odnajduje odpowiedź na te pytania w piśmie świętym, może i my znajdziemy tam odpowiedzi na wiele pytań które stawiamy sobie w naszym życiu?

Ten fragment zaczyna się od słów pojawił się człowiek posłany od Boga – Jan było mu na imię, kiedyś przed iluś laty pojawił się każdy z nas, z konkretnym imieniem, każdy z nas posłany przez Boga z konkretną misją. Misją na którą posyła nas Bóg. Misją chrześcijanina, Polaka, męża, żony, kapłana, siostry zakonnej i ..... Jak z tych powierzonych zadań się wywiązuje?

II Niedziela Adwentu Ewangelia według św. Marka, 1, 1-8

Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym. Jak jest napisane u proroka Izajasza: »Oto Ja posyłam wysłańca mego przed Tobą; on przygotuje drogę Twoją. Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, Jemu prostujcie ścieżki.« Wystąpił Jan Chrzciciel na pustyni i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów. Ciągnęła do niego cała judzka kraina oraz wszyscy mieszkańcy Jerozolimy i przyjmowali od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając przy tym swe grzechy. Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a żywił się szarańczą i miodem leśnym. I tak głosił: »Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym.«

Droga to zawsze odcinek od punktu A, do punktu B. Każda więc droga, ma dwa nieodłączne elementy: początek i koniec. Kiedy wybieramy się w jakąś drogę, to zawsze z nadzieją na to, że  dotrzemy do wcześniej obranego celu, czyli końca drogi. Jeśli mamy do dyspozycji różne warianty trasy, staramy się wybrać drogę najbardziej dostosowaną do naszych możliwości. Raczej szukamy dróg prostych i szybkich.

Dzisiejsza Ewangelia obrazuje drogę, mówi o tym, że mamy prostować drogę Panu. Całe nasze życie, to wędrówka  w stronę Chrystusa. Na końcu tej drogi jest cel – Królestwo Niebieskie. Jednak ta droga jest bardzo ciekawa i inna od pozostałych. Tu nie tylko my zbliżamy się do celu, ale cel też przybliża się do nas. A my zamiast czasem kroczyć tą drogą, powinniśmy dbać o jej lepszą jakość. Wzywa nas do tego Ewangelia – „Przygotujcie drogę Panu, prostujcie dla Niego ścieżki”. Możemy zaniedbać podróż, ale Bóg będzie wciąż zmierzał w naszym kierunku. Będzie zmierzał pokonując nasze życiowe pagórki i życiowe zakręty.

Na prostej drodze wszystko widać z daleka, i Chrystus chce byśmy się ciągle w niego wpatrywali, jak zbliża się do nas. Droga prosta pozwala szybciej się przemieszczać. Dzięki prostej drodze, nie tracimy Chrystusa z oczu, wpatrujemy się Niego, który jest miłością i wtedy tę miłość możemy naśladować. Bóg chce nas wspierać w naszej drodze życia, pragnie, aby była ona prosta, łatwa i bezpieczna. Człowiek wciąż jednak lubi organizować sobie na życiowej drodze zakręty i pagórki. Ciągle przez nasze życiowe zakręty tracimy Chrystusa z oczu i narażamy się na niebezpieczeństwa. Droga kręta jest niebezpieczna, dochodzi na niej do wielu wypadków, w których człowiek, może się mocno poranić. Chrystus wzywa nas, do prostowania naszych dróg ze względu na Niego samego. Ze swym miłosierdziem pragnie być na wyciągnięcie naszej dłoni, pragnie być blisko nas, a nie za zakrętem, czy pagórkiem. Zbliżając się do nas pragnie nam wskazywać drogę którą mamy kroczyć.

Ile razy straciłem Go z oczu?

Ile razy życiowy zakręt czy pagórek, który sam sobie stworzyłem, zasłonił mi Chrystusa, który wskazuje drogę?

Każdy nasz zły wybór, każde odwrócenie się od Boga, to życiowy zakręt lub pagórek, który przeszkadza na drodze, na końcu której z jednej strony stoi Bóg, a z drugiej ja. W drodze możemy również pobłądzić, albo wybrać skrót który wyprowadzi nas na manowce.

W kontekście tego fragmentu Ewangelii warto się zastanowić jak wygląda moja życiowa droga?

Czy widzę na  niej jasno i wyraźnie Chrystusa, czy może zasłaniają mi Go wciąż nowe przeszkody, zakręty i pagórki. Ojciec z Ewangelii o „Synu Marnotrawnym” wybiegł mu naprzeciw, bo ujrzał go z daleka. Nawrócenie jakie przeżył syn, wyprostowało jego drogę w stronę ojca. Potrzebował już tylko spotkania z ojcem, ojciec mógł wybiec, bo ujrzał go, gdy ten był jeszcze daleko. Mógł biec szybko na spotkanie, bo droga była łatwa i bezpieczna. Syn otrzymał miłosierne przebaczenie jeszcze szybciej niż się spodziewał. Takiego spotkania pragnie dla nas Chrystus. On nas wypatruje każdego dnia, pragnie nas spotykać, pragnie biec w naszym kierunku. Czy jednak pozwolę Mu się  zobaczyć z daleka, czy wciąż będę się chować za zakręty i pagórki, każdego dnia powiększając wciąż ich liczbę.

Adwent to czas przygotowania na spotkanie z Panem, radosne spotkanie. Radość będzie wtedy, gdy będziemy przygotowani na to spotkanie. Ale czasem może nie być ono radosne, kiedy nagle zobaczymy Chrystusa wychodzącego za zakrętu, w czasie kiedy spodziewaliśmy się, że jest On jeszcze daleko.  Jan Chrzciciel o którym mówi też ten fragment, zrezygnował ze wszystkiego co mogło by jego uwagę odciągać od nadchodzącego Mesjasza. Żył na pustyni , żywił się szarańczą i miodem leśnym. Nie zaprzątał sobie głowy niepotrzebnymi rzeczami, miał tylko to, co było mu niezbędne do życia. To on rozpoznał w Jezusie Mesjasza, był na tyle gotowy, aby Go spotkać, że również innych uczulał na znaki czasu i przygotowywał na spotkanie Pana. Nie traćmy czasu „Przygotujmy drogę Panu, prostujmy dla Niego ścieżki”!

I Niedziela Adwentu Ewangelia według św. Marka, 13, 33-37

„Jezus powiedział do swoich uczniów: »Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie. Bo rzecz ma się podobnie jak z człowiekiem, który udał się w podróż. Zostawił swój dom, powierzył swoim sługom staranie o wszystko, każdemu wyznaczył zajęcie, a odźwiernemu przykazał, żeby czuwał. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. Lecz co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie!”

Ten fragment Ewangelii wzywa nas do czujności. Rzeczy podstawowej w naszym życiu. Człowiek może w swoim życiu zrezygnować z rozrywki, z odpoczynku, z wakacji, z pracy, ze słodyczy i wielu, wielu innych rzeczy Nigdy natomiast nie powinien zrezygnować z czujności i bycia uważnym. Bo to może go zabić! Brak czujności i bycie nie uważnym może okazać się cichym zabójcą. Kto to jest osoba uważna? Czuwająca? Jest to ktoś kto reaguje. Matka czuwa nad dzieckiem, gdy ono się bawi. Ojciec czuwa nad domem, by reagować w sytuacji awarii. Oboje czuwają nad własnym małżeństwem, by w chwili kryzysu móc działać. Czuwają i modlą się za rodzinę, by mimo wielu tarć, wciąż być razem. Ten kto czuwa, troszczy się o pomyślność!

A co znaczy czuwać po chrześcijańsku i co znaczy być uważnym, w sensie duchowym?

Ten kto czuwa jest gotowy, gotowy na przystąpienie od razu do działania. Rozpoczynamy Adwent, kolejny Adwent w naszym życiu, czyli czas, który nam przypomina, że mamy czuwać, być gotowymi na spotkanie Pana. Tu i teraz! W tym momencie!

Jesteś gotowy?

A może wciąż spisz?

Kto to jest osoba śpiąca? Jest to ktoś kto pozostawia sprawy „losowi”. Jest to osoba, która twierdzi, że jakoś to będzie. Osoba, która zwleka, nie baczy na konsekwencje, często budząc się, gdy jest już za późno.

Spróbujmy wyobrazić sobie ból rozsypującego się małżeństwa, tylko dlatego, że mąż i żona stwierdzili, że problem sam się rozwiąże. Przespali kryzys, woleli spać, niż działać ku wspólnemu dobru. Podobna sytuacja może być zobrazowana, za pomocą instalacji gazowej, której brakuje szczelności. Wyobraźmy sobie jakie szkody mogą powstać, gdyby doszło do wybuchu. Stracilibyśmy cały dobytek, tylko dlatego, że nie wymieniono zużytych elementów wcześniej. Bo ktoś przespał sprawę. Ale wybuch to nie tylko strata majątku, to zagrożenie dla mieszkańców, najbliższych, dzieci.

Chciałbyś aby w twoim życiu decydował przypadek, aby twoje życie wieczne było loterią? Tak czynisz kiedy mówisz jakoś to będzie i się nie przykładasz.

Czuwanie to reagowanie. Czuwanie to przewidywanie. Czuwanie to przygotowanie się na różne okoliczności. Czuwanie to odpowiedzialność. Odpowiedzialność za siebie i za innych. Ten fragment Ewangelii wskazuje nam na odźwiernego – osobę która miała pilnować drzwi. W chwili przyjścia właściciela odźwierny jest pierwszym który zdaje egzamin z czujności. Ale odźwierny to ten który pierwszy powinien ostrzec innych o niebezpieczeństwie, który powinien zbudzić tych co śpią gdy zajdzie taka potrzeba. Mamy być, czuwający czyli gotowi na przyjście Pana. Jesteś na to gotowy. W czasie każdej Eucharystii, przychodzi Pan! Czy zastaję Ciebie i mnie czuwających? Ile to razy przespaliśmy przyjście Pana? I tu w cale nie chodzi o sen fizyczny, ale duchowy?

Czuwać należy nad samym sobą. Przewidywać konsekwencje podejmowanych czynów, wypowiadanych słów. Często jednak nasza słabość, usypia świadomość, wtedy najlepszym ratunkiem jest szybkie reagowanie. Jeśli nie da się uchronić przed chorobą poprzez jej zapobieganie, trzeba przyjmować leki, by znów być zdrowym.

Zmienionym zaworem gazowym, spokojną rozmową w czasie kryzysu małżeńskiego, czy złapanym talerzem, które dziecko wraz z obrusem ściąga ze stołu, tym wszystkim w życiu duchowym jest spowiedź.  Odpowiedzmy sobie na pytania czym jest stłuczony talerz? Czym jest kłótnia i 3 dni milczenia w małżeństwie? Czym są uszkodzenia spowodowane wybuchem, gdy w walka toczy się o życie wieczne?

Skazujemy się na cierpienie wieczne tylko dlatego, że nie zareagowaliśmy w czasie, który został nam dany.  Największą rzeczą, której pragnie dla nas Bóg jest Życie w Królestwie Niebieskim. To nie Bóg nas skazuje na piekło. To my sami wydajemy na siebie wyrok: poprzez pychę przy odwlekanie nawrócenia, poprzez lenistwo, poprzez sen skazujemy się na ból i odrzucenie. Czuwajcie zatem, bo w chwili w której się nie spodziewacie Syn Człowieczy przyjdzie.

To tyczy się wszystkich bo Chrystus mówi: „Co wam mówię, do wszystkich mówi: Czuwajcie!

Czuwajmy by Chrystus zastał nas przygotowanym, teraz, dziś, w tym miesiącu, zawsze. Żeby nic w życiu nas nie zaskoczyło, żeby nas nie zaskoczył jego koniec! Czuwajmy!

Drukuj PDF

Copyright © Strona Parafii Św. Małgorzaty w Dębnie 2018

Template by Joomla Themes & Projektowanie stron internetowych.